Śmiejmy się z informatyki, czyli bliskie spotkanie z e-bookiem
Spotkania bywają nieoczekiwane… Tym razem otrzymałem zadanie ‘komputerowe’, aby po zakupieniu książki w formie elektroniczniej (e-booka) w sklepie internetowym otworzyć książkę na ekranie komputera. Myślałem, że to proste zadanie (głowa moja już dawno pomyślała o formacie PDF). Jednak zadanie w współczesnym świecie informatycznym nie jest takie proste! W mejlu link po zalogowaniu się do sklepu ku mojemu zdziwieniu nie wskazywał odnośnika do książki w formacie PDF, a pliku XML w nieznanym mi formacie ACSM. Obejrzełem sobie plik od środka, to 24-linijkowy XML oraz na stronie sklepu algorytm w 5 krokach co mam z tym zrobić… Jak przeczytać ową książkę! Zwykle człowiek zainteresowany wiedzą po zakupieniu książki po prostu przechodzi do czynu i ją zaczyna czytać, ba co najmniej wertować albo wąhać, w zależności od upodobań. To mieści się w ‘normie’ literata.. I w tym momencie uzmysłowiłem sobie, na czym polega zadanie. Dostęp do zapłaconej książki został zabezpieczony cyfrowo (DRM), aby było trudniej niż normalnie skorzystać z zakupionej wiedzy. To tak jakby kupić książkę, ale żeby ją otwierać nalezy udać się do ścisle okreslonego pokoju, określonego domu i tam przy zgaszonym świetle przy nieobecności osób trzecich móc ją przeczytać. Ale być może tylko raz, albo w ścisle określonych porach dnia… Może wielki brat w kazdej chwili zabrać mi ową ksiażkę z elektronicznej półki.. Boję się, gdyż w XML jest taka informacja: 2012-02-03T16:33:26+01:00. Czyżby to data zabrania mojej książki z półki?!
)
Wykonałem wszystkie kroki algorytmu, mi. in. musiałem zdobyć magiczny Adobe Id, pobrać aplikację Adobe Digital Editions, zautoryzować komputer i wczytać do tego programu owy plik ACSM. Po tych operacjach w programie Adoba osadzona została książka, którą kupiłem (!), mogę ją w przy pomocy tego programu czytać, co nie jest wygodne ani przenaszalne w łatwy sposób na inny komputer. Dodam, że z poziomu tego programu nie mogę ani wydrukować ani skopiować tej książki ani zapisać w formacie PDF. W katalogu domowym znalazłem jednak pliki PDF tej książki. Nie wspomnę, że program Adobe Digital Editions jest tak beznadziejny, że każda moja próba wczytania XMLa, skutkuje pojawieniem się duplikatu tej samej książki. Dlatego próby moje skończyły się, że teraz mam w ‘bibliotece adoba’ kilka egzemplarzy tej samej książki. Cóż za cudowne rozmnożenie.
Nadal nie mam upragnionego PDF abym mógł go czytać swobodnie. Pomocnym w tej kwestii okazuje się internet. Poszukiwania są owocne i to co potrzebujemy do zdjęcia DRM to:
* koniecznie komputer z Windows (nie da się tego zrobić z Linuksa)
* python (w moim przypadku do python-2.7.2)
* biblioteka pycrypto (w moim przypadky pycrypto-2.3)
* ineptkey.pyw (tym programem otrzymujemy klucz adeptkey.der)
* ineptpdf.pyw (a tym programem konwertujemy pdf do formatu bez zabezpieczeń)
Analogicznie można postępować w przypadku DRM i epub. Po tych krokach zaczynamy czytać. Uff… jaka informatyka prosta i ułatwiająca życie….
W wolnej chwili polecam zajrzeć, ważne dla tych, którzy tutaj jeszcze nie zajrzeli…:
Słyszałem o tym, ale na szczęście nie kupiłem nigdy produktu z DRM. Z tego co czytałem to gracze bardzo narzekają na to zabezpieczenie, nawet sporo gier często się chwali, że są ‘DRM-free’. Pytanie tylko jak ludzi skłonić do kupowania oryginałów? Myślę, że to kwestia niższych podatków, niższe podatki oznaczają wyższe zarobki. A gdy produkt kosztuje nas powiedzmy kilka godzin pracy, zamiast kilku dni to każdy może sobie na niego pozwolić..
Wiedząc z czym to się wiąże nadal wybrałbyś e-booka zamiast tradycyjnej książki?